Jak jeździć po Dominikanie? Realia poruszania się samochodem
Drogi w Dominikanie to trochę jazda bez trzymanki. Czasem asfalt gładki jak stół, a za chwilę łatanina dziur, wybojów i niespodzianek. W miastach? Tłoczno, chaotycznie i bez większego szacunku dla przepisów. Na prowincji – bywa spokojniej, ale za to droga potrafi się nagle skończyć… albo zamienić w błotnistą trasę offroadową. Czy da się tu jeździć autem? Jasne, że tak – tylko trzeba wiedzieć, na co się piszemy.
Wypożyczenie auta – czy to w ogóle ma sens?
Jeśli myślisz o zwiedzaniu wyspy na własną rękę, auto to spora wygoda. Wypożyczalnie są praktycznie wszędzie – na lotniskach, w większych miastach, kurortach. Kilka rzeczy, które warto wiedzieć o wypożyczaniu samochodu:
- Ceny zaczynają się od ok. 30–40 USD za dzień za mały samochód.
- Warto brać pełne ubezpieczenie – Dominikana to nie miejsce, gdzie liczysz na to, że „nic się nie stanie”.
Uwaga: wiele dróg to nie miejsca dla miejskich maluchów – czasem SUV z napędem 4×4 to nie fanaberia, tylko konieczność.
Dominikańskie drogi – od asfaltu po dżunglę
No dobra, to jakie są te drogi? Krótko mówiąc – pełen przekrój. Od porządnych, nowoczesnych autostrad po trasy, które bardziej przypominają trasę rajdu terenowego niż drogę publiczną. W jednej chwili jedziesz gładko, a w następnej walczysz z dziurami, jakbyś był na testach zawieszenia.
- Główne autostrady (np. Autopista del Nordeste) – w porządku, czasem nawet bardzo dobre. Płatne (od kilku do kilkunastu peso), ale szybko się nimi przemieszcza.
- Drogi lokalne – bywa różnie. Dziury, brak oznaczeń, kamienie, piasek, zwierzęta… czyli wszystko, czego nie chcesz, a dostajesz w pakiecie 😉
- Góry i prowincje – często wymagają auta z większym prześwitem. Po deszczu? Lepiej przeczekać – błoto potrafi zaskoczyć nawet miejscowych.
Styl jazdy i kultura drogowa – czyli chaos kontrolowany
Dominikańczycy jeżdżą… po swojemu. Można by powiedzieć: „kto pierwszy, ten lepszy”. Często:
- migają światłami, ale nie zawsze wiadomo, co to znaczy;
- wyprzedzają „na styk”;
- klakson to tu podstawowe narzędzie komunikacji – nie złości, tylko „hej, jadę!” albo „zauważ mnie!”;
- piesi, motocykliści, rowerzyści – często zachowują się tak, jakby nie obowiązywały ich żadne zasady
Generalna zasada? Patrz na wszystko dookoła i miej oczy dookoła głowy. Tu się nie jeździ według przepisów, tylko według instynktu.
Parkowanie i benzyna – też warto wiedzieć
Jak już ruszysz w drogę, to prędzej czy później będziesz musiał się gdzieś zatrzymać i coś zatankować – niby banał, ale w Dominikanie nawet takie codzienne sprawy potrafią wyglądać trochę inaczej niż u nas. Lepiej być przygotowanym, niż się potem dziwić albo krążyć po mieście w kółko szukając stacji czy wolnego miejsca.
Parkowanie:
- w większych miastach bywa problematyczne – brak miejsc, brak oznaczeń, a czasem… brak sensu w tym, jak to wszystko działa;
- nie zostawiaj niczego wartościowego w aucie – to nie mit, zdarzają się kradzieże;
- Czasem ludzie „pilnują” miejscówek i chcą napiwek za wskazanie miejsca – 20–50 pesos wystarczy.
Benzyna:
- dostępna, ale nie każda stacja ma kartę – lepiej mieć gotówkę;
- cena za litr to ok. 60–70 pesos (czyli w przeliczeniu coś koło 4–5 zł);
- diesel? Jest, ale nie tak powszechny jak benzyna.
Co może cię zaskoczyć?
- Moto Concho – czyli mototaksówki, które śmigają jak szalone między samochodami.
Brak świateł po zmroku – sporo kierowców nie używa świateł nocą, żeby „zaoszczędzić” (tak, serio). - Zwierzęta na drogach – krowy, psy, koguty… pełen zestaw.
Nagłe korki – potrafią się zrobić z niczego, np. przez procesję, rynek albo uliczną imprezę. - Lokalne zwyczaje – np. zatrzymywanie się na pogawędki środkiem drogi.
Jazda po Dominikanie to przygoda z dużą dozą chaosu – dziurawe drogi, nieprzewidywalni kierowcy i zero stresu, jeśli wiesz, na co się piszesz. Z autem masz wolność i szansę zobaczyć prawdziwe oblicze wyspy, ale musisz być czujny i otwarty na dominikańskie „reguły gry”. Wiesz już wszystko? Więc czas jechać!